Proponujemy Wam fragment powieści pt.: "I góry odpowiedziały echem", w którym znajdziecie wyjątkową inspirację…

"(…) Kiedy byłam małą dziewczynką ojciec i ja odprawialiśmy wieczorem rytuał. Gdy już wypowiedziałam dwadzieścia jeden razy bismillah, kładł mnie do łóżka, siadał obok i palcem wskazującym oraz kciukiem wyjmował mi z głowy złe sny. Przesuwał dłonią od mojego czoła do skroni, cierpliwie szukał za uszami, nad karkiem, i wydawał krótkie "bum!" – jak dźwięk towarzyszący wyciągnięciu korka – za każdym razem, gdy usunął jakiś koszmar z mojego mózgu. Pakował je kolejno, jeden po drugim, do niewidzialnego worka, który trzymał na kolanach, i mocno zawiązywał go sznurkiem. Później łapał w powietrzu szczęśliwe sny, żeby zastąpić koszmary, które wyplenił. Patrzyłam, jak zadziera lekko głowę i ściągając brwi, przesuwa wzrokiem z lewa na prawo, jakby wsłuchiwał się w odległą muzykę. Wstrzymywałam oddech, czekając na chwilę, kiedy ojciec się uśmiechnie, powie śpiewnie: "O, jest jeden!", i rozłoży dłonie, żeby złapać sen jak płatek kwiatu powoli spadający z drzewa. Delikatnie, tak bardzo delikatnie – mówił, że wszystko co w życiu dobre, jest kruche i łatwo to stracić – podnosił ręce do mojej twarzy, przesuwał nimi po czole i wkładał mi do głowy szczęście.
– Co mi się przyśni dziś w nocy, babo? – pytałam.
– Och, dziś… Dziś przyśni ci się coś wyjątkowego – odpowiadał zawsze, a potem mówił mi co. Wymyślał opowieść na poczekaniu. w jednym ze snów, które mi dał, stałam się najsławniejszą malarką na świecie. W innym byłam królową zaczarowanej wyspy i miałam latający tron. Dał mi nawet sen o moim ulubionym przysmaku, galaretce Jell-o. Miałam taką moc, że jednym ruchem ręki, gdybym chciała, mogłam zamienić w nią wszystko – szkolny autobus, Empire State Building, cały Pacyfik. Nie raz ratowałam planetę przed unicestwieniem, machając ręką w stronę nadlatującego meteorytu. (…)

W niektóre wieczory zamienialiśmy się rolami. To on zamykał oczy, a ja przesuwałam dłońmi po jego twarzy, zaczynając od czoła, przez kłujące zarostem policzki i szorstkie wąsy.
– To co mi się przyśni dzisiejszej nocy? – pytał szeptem, biorąc mnie za ręce. I na jego ustach pojawiał się uśmiech. Bo ojciec już wiedział, jaki sen mu ofiaruję. (…)".

 

Fragment książki pt.: "I góry odpowiedziały echem" autorstwa Khaleda Hosseini – afgańskiego pisarza, który zadebiutował bestsellerową powieścią "Chłopiec z latawcem".